O mnie

Moje zdjęcie
Chcę żyć życiem uważnym, świadomym i radosnym. Nie zawsze się da, nie zawsze potrafię, nie zawsze się udaje. Ale nieustannie próbuję.

niedziela, 14 stycznia 2018

Przyjaźń

            Dzieci mnie nie lubiły. Miałam kilka koleżanek, ale czułam, że jestem dla nich wyjściem awaryjnym, tą, z którą spędza się czas tylko gdy wszyscy fajniejsi są zajęci.
Kiedy spotkałam swoją pierwszą prawdziwą przyjaciółkę, była darem niebios, wprost nie mogłam uwierzyć, że naprawdę się przyjaźnimy. Myślałam, że tak będzie zawsze i nie wyobrażałam sobie, że może być inaczej. Przed końcem szkoły śmiałyśmy się, że za parę lat spotkamy się przypadkiem w centrum handlowym i szybko się miniemy udając, że wcale się nie znamy.  Wtedy to był najlepszy żart, dziś może być prawdą. Długo nie mogłam się pogodzić z tym, że nasze ścieżki się rozchodzą i zrobiłam więcej niż wszystko by tak się nie stało. Ale stało się i bardzo bolało.
Dziś myślę, że koniec tamtej przyjaźni był najlepszym prezentem, który pozwolił mi zauważyć innych wartościowych ludzi w moim otoczeniu. I choć lista przyjaciół się zmienia, przyjaźń jest stale obecna w moim życiu. Przez lata poznałam wiele niesamowitych kobiet, z którymi znalazłam nić porozumienia na różnych płaszczyznach. Spędzałam z nimi fantastyczne wakacje, gadałam o nieszczęśliwych miłościach, podziwiałam za kobiecość i trzymanie się zasad albo za brak zasad i odwagę sięgania po swoje wbrew opinii całego świata. Dzięki nim dowiedziałam się, jak być bliżej Boga, radzić sobie z trudnymi wspomnieniami i zrobić idealne ciasto drożdżowe nie spędzając całego dnia w kuchni. Nauczyły mnie Excela, piłowania paznokci i słuchania listy w Trójce. A przede wszystkim BYŁY, gotowe wesprzeć mnie duchowo, finansowo i w każdy inny możliwy sposób.
Lubię porównanie przyjaźni do garści piasku na otwartej dłoni. Trzeba ją osłaniać od wiatru, ale kiedy zawieje z niespodziewanej strony, nic nie da zaciskanie pięści, piasek i tak ucieknie przesypując się między palcami.
Już nie próbuję za wszelką cenę zatrzymywać przyjaciół. Choć nie przestaję żałować, że niektóre przyjaźnie się kończą, to przede wszystkim czuję wdzięczność, że były, i jeszcze większą wdzięczność za te, które nadal są.

wtorek, 17 października 2017

24/7

W dużym mieście niemal o każdej porze dnia i nocy możemy zrobić zakupy, zatankować samochód i zamówić pizzę. A także pójść na siłownię, do fryzjera i kosmetyczki.
Miasta nigdy nie śpią, wręcz preferują nocny tryb życia, a i życie na wsi się zmienia w tym kierunku. Pięćdziesiąt lat temu potańcówki były o 17.00, dwadzieścia lat temu na dyskoteki chodziło się na 20.00, teraz przed 22.00 nie ma żywej duszy na parkiecie. Współczesny tryb życia to nocny tryb życia, zaprojektowany pod sowy, a nie skowronki.
Czas na sen się kurczy i sami go sobie zabieramy. Z jednej strony odkładamy mnóstwo spraw, a z drugiej jak już się za nie weźmiemy, to chcemy załatwiać wszystko natychmiast, bez względu na porę dnia. Kiedyś czas pracy i odpoczynku był wyraźniej oddzielony. Oczywiście lekarza można było wezwać o każdej porze dnia i nocy, a i w elektrowniach ktoś czuwał, by ktoś inny mógł wracać oświetloną ulicą do domu. To jestem w stanie zrozumieć. Natomiast nie rozumiem, dlaczego coraz więcej usług musi być non-stop dostępnych i gdzie leży granica. Widziałam już całodobową budowę, a co będzie za parę lat? Czy czekają nas nocne zmiany w biurach? Nie mam tu na myśli nadgodzin, tylko regularne, nocne zmiany. Zastanawiam się też, po co nam to wszystko, po co nam to szaleńcze tempo i całodobowa dostępność. Czy naprawdę potrzebujemy nocnych programów w telewizji i kosmetyczki? Podobno sen jest najlepszym kosmetykiem, jak ktoś nie ma czasu przyjść o normalnej porze do kosmetyczki to może zamiast tego niech się porządnie wyśpi? Albo taka budowa – człowiek jest w najgorszej formie między 2.00 a 4.00 rano, czy naprawdę musimy narażać ludzkie życie i zdrowie po to by jakiś budynek został oddany do użytku tydzień wcześniej?

Sami sobie stwarzamy te stresujące warunki życia. A zaczyna się tak: nawet jak zawczasu kupujesz za długie spodnie, to i tak zanosisz je do krawcowej w ostatniej chwili przed imprezą, błagając o usługę ekspresową. Albo potrzebujesz raportu i wiesz o tym miesiąc wcześniej, ale prośbę o dane wysyłasz na dwa tygodnie przed terminem – bo to przecież tyyyle  czasu… I na wypadek ewentualnych opóźnień dajesz tylko tydzień na odpowiedź. Potem osoba, która dostaje twoją prośbę, pisze do kolejnej osoby prośbę o kolejne dane, profilaktycznie skracając termin o 3 dni żeby wyrobić się z odpowiedzią dla ciebie… A na końcu tego łańcuszka ktoś musi zostać po godzinach, bo dostał termin „na wczoraj”. A ty otwierasz raport tydzień po otrzymaniu. Albo inny przykład: Boże Narodzenie jest co roku o tej samej porze, ale i tak mnóstwo ludzi przypomina sobie o tym w ostatniej chwili i potem kurierzy pracują na trzy zmiany żeby wszystkie prezenty dostarczyć na czas. A wystarczy lepsze planowanie. I jak ktoś nigdy nie ma czasu w listopadzie, to niech zacznie w październiku, albo nawet i we wrześniu. Więcej spokoju i więcej czasu dla wszystkich. Więcej normalnych godzin pracy i odpoczynku dla wszystkich. Zwolnienie tempa całego świata najlepiej zacząć od siebie – przynajmniej przestając przyspieszaćJ