O mnie

Moje zdjęcie
Chcę żyć życiem uważnym, świadomym i radosnym. Nie zawsze się da, nie zawsze potrafię, nie zawsze się udaje. Ale nieustannie próbuję.

środa, 9 listopada 2016

Głosowanie portfelem

      Konrad w Drodze do Prostego Życia opisał 9 kroków do niezależności finansowej. Jednym z tych kroków jest kupowanie w zgodzie z wyznawanymi wartościami. Nie za bardzo mnie to przekonało, dopóki nie odkryłam bloga Zero Waste Home: jego autorka nieustannie podkreśla, że wydawanie pieniędzy jest głosowaniem. Jeśli w drodze do pracy biegniesz po kawę w papierowym kubku, głosujesz za tym, aby powstawało więcej miejsc z kawą na wynos. Jeśli kupujesz sztuczną żywność zapakowaną w folię i styropian, głosujesz za tym, aby więcej takiej żywności pojawiło się w sklepach. Większość z nas ma ograniczoną ilość pieniędzy do dyspozycji, więc wybierając sztuczną żywność tym samym głosujesz przeciwko tej zdrowej. Oczywiście, mimo dobrych chęci i świadomości, nie każdego stać np. na żywność ekologiczną, ja zresztą też bardzo rzadko sobie na to pozwalam. Czasami wybór mniejszego zła jest jedynym wyborem, ale uważam, że nawet taki wysiłek warto podjąć.
      To klienci decydują o tym, która firma odniesie sukces. Swoimi pieniędzmi dajemy do zrozumienia, czy podoba nam się produkt, usługa, ale też filozofia firmy, jej sposób traktowania klientów, pracowników i dostawców. Nie zawsze robimy to świadomie, ale pewne rzeczy są widoczne gołym okiem.
     Osobną kwestią jest sposób, w jaki robimy zakupy: wybierane miejsca, dni i godziny. Mam wrażenie, że ludzie pracują całą dobę, całą dobę robią zakupy i całą dobę załatwiają sprawy „na mieście”. Szczególnie w dużych miejscowościach sklepy i punkty usługowe są otwarte do późna, a centra handlowe organizują „noce zakupów”. Długie godziny otwarcia stały się takie oczywiste i wygodne, ta wygoda ma jednak drugą stronę medalu. Nie chciałabym aby moi bliscy tak pracowali.
      Na własny użytek opracowałam zasady, którymi kieruję się przy wydawaniu pieniędzy. Chciałabym aby moje pieniądze czyniły ten świat lepszym. Pierwsza rzecz jaka przychodzi na myśl w tym kontekście to wspieranie organizacji charytatywnych, ale głosowanie portfelem to nie tylko bezpośrednia pomoc, liczy się każda wydana złotówka. 
      Teraz konkrety. Chciałabym aby ludzie mieli więcej czasu dla siebie i bliskich, dlatego unikam zakupów w niedziele, święta, późnym wieczorem i na pięć minut przed zamknięciem. Moją walką z alkoholizmem jest omijanie miejsc typu „Alkohole 24 h”, nawet jeśli miałabym tam kupić tylko wodę. Głosuję za płaceniem podatków w Polsce i za niezależnością, dlatego wybieram małe, rodzinne firmy – zarówno kawiarnie, sklepy internetowe jak i stoiska na bazarku. Sieciówki to ostateczność, z której coraz rzadziej korzystam. Chciałabym abyśmy byli dla siebie uprzejmi i serdeczni, więc wspieram miejsca z miłą obsługą i nie wracam do tych, w których jestem choćby świadkiem złego traktowania.
      Zależy mi na czystym, nieskażonym środowisku. Z tą myślą wybieram produkty lokalne, jak najbardziej naturalne i żywność sezonową. Jeśli mam przed sobą produkt w plastikowym i papierowym opakowaniu, wybieram ten drugi, a najlepiej produkt bez opakowania (przychodzę z własnym). Preferuję kawiarnie, które używają normalnych naczyń zamiast jednorazowych talerzyków, kubków i widelców. Ograniczam żrące detergenty na rzecz sody i octu, a chemiczne kosmetyki zastępuję własnymi, stosując zasadę, że to, co się nadaje do jedzenia, nadaje się też dla mojej skóry. 
      Czasami wydawanie pieniędzy w zgodzie z wartościami prowadzi do ograniczenia wydawania. Troska o środowisko powoduje, że zanim cokolwiek kupię, zastanawiam się, czy na pewno tego potrzebuję. Nie muszę mieć co sezon nowej kurtki i telefonu, a płyn do płukania to już w ogóle nie jest mi potrzebny. Zmieniły się produkty w moich zakupach. Przykładowo, chętnie kupowałabym mleko kokosowe, ale trudno jest znaleźć takie, które ma w składzie tylko mleko, bez żadnych sztucznych dodatków. Dochodzi do tego kwestia puszki i transportu z drugiego końca świata. Mogę się obyć bez takiego mleka.
      Czy moje wartości są uniwersalne? Pewnie nie. Może wybierając produkty lokalne przyczyniam się do biedy w Azji i Afryce, a moje zamiłowanie do nieprzetworzonych produktów osłabia wzrost gospodarczy. Może lepiej wspierać światowe korporacje, na których protest konsumencki wymusza przestrzeganie pewnych standardów niż przysłowiowego pana Zdzisia, który pomiata pracownikami, a ja nawet o tym nie wiem. Wychodzę jednak z założenia, że lepiej popełniać błędy przy świadomym głosowaniu portfelem niż wydawać pieniądze bezmyślnie. Nawet jeśli nie zastanawiamy się, na kogo i na co one idą, to nadal jest to głosowanie.

czwartek, 12 maja 2016

Dziewczyna w brudnych butach

     Swego czasu Style Digger pisała na swoim blogu o dziewczynach, którym nie brudzą się buty. Takich, które zawsze dobrze wyglądają, nawet po całym dniu biegania w upale i deszczu z trójką dzieci. Czytałam o św. Teresie, że „nawet jako zakonnica nosiła habit z niezrównaną elegancją”.
     Ja niestety do takich kobiet nie należę. Jakiś czas temu byłam na warsztatach gotowania. Fotograf też tam był, więc na zdjęciach mam kolejny dowód na prawdziwość powyższej smutnej tezy: fartuch założony krzywo, kokarda zawiązana z boku zamiast na środku, szelki przekręcone. Nawet łańcuszek z zawieszką wiecznie się tak przekręca, że zapięcie mam z przodu zamiast z tyłu, a zegarek nie chce być pośrodku przegubu dłoni. Myślę, że to takie drobiazgi sprawiają, czy ktoś wygląda schludnie czy niedbale. Już od dłuższego czasu próbuję poskładać idealną garderobę, ale jak się nie umie nosić habitu „z niezrównaną elegancją” to i suknia księżniczki będzie odstawać. Ale się nie poddaję i nawet czynię pewne postępy.
     Moją największą zmorą są wymięte ubrania. Jeśli ciuch ma choćby minimalne tendencje do gniecenia się, na mnie się wygniecie w piętnaście minut. Jak to możliwe, że niektóre kobiety potrafią usiąść w spódnicy tak aby nadal wyglądała jak świeżo uprasowana? Ja się poddałam w kwestii opanowania tej trudnej sztuki. Zamiast tego poluję na ubrania, które się nie gniotą. Ich znalezienie graniczy z cudem, ale czasami się udaje.. To pierwsza rzecz jaką sprawdzam w sklepie.
     Wiem też, że nie mogę nosić materiałów podatnych na tzw. obieranie się ani słabej jakości – o ile księżniczka we wszystkim może wyglądać pięknie, na mnie byle jaki materiał będzie wyglądał po prostu byle jak. Jeśli coś może się rozciągnąć, rozpruć, wystrzępić – z pewnością stanie się to po pierwszym założeniu, najpóźniej po pierwszym praniu. A skoro już o praniu mowa – znam swoje lenistwo i nie łudzę się, że będę nosić ubrania do chemicznej pralni, prać ręcznie, prać osobno, delikatnie wyżymać i suszyć w stanie rozłożonym – takie rzeczy odpadają. Moje ciuchy muszą być proste w konserwacji i odporne na przekroczenie temperatury wskazanej przez producenta. Muszą być też odporne na plamy – tak, zawsze się ochlapię sosem od spaghetti, a planując czerwony barszcz na obiad planuję też ciemne ubranie – albo jem skupiając się wyłącznie na jedzeniu, bo chwila rozmowy skutkuje malowniczymi kropkami na bluzce. Można z tym problemem sobie poradzić zakładając wzorzyste ubrania, ale to niestety nie mój styl.
     Nigdy nie wkładam bluzek w spodnie/spódnice – na pewno by mi się z nich wyciągały bardziej niż bym chciała. A odkąd noszę ciężki wisiorek, przestałam nosić dekolty w serek – za bardzo podkreślały, że wisiorek krzywo wisi. Kupuję rzeczy w pasujących do siebie kolorach i fasonach – jeśli jest inaczej, nadzwyczaj często noszę akurat te dwie rzeczy  z całego zestawu, które się ze sobą najbardziej gryzą. Naprawdę nie wiem jak to się dzieje...
     To samo z butami. Jeśli można gdzieś porysować obcasy, zadrzeć czubki, zgubić fleka – na pewno skorzystam z okazji. Mam niesamowitą zdolność do wpadania w kratki wentylacyjne, z których często nie mogę wydostać obcasa. Nie dla mnie lakierki, przestałyby błyszczeć po tygodniu. Jeśli jest ostry kamień na drodze albo żużel – na pewno będę tamtędy przechodzić. W butach tekstylnych na pewno będę musiała przejść po brudnym piasku, a w sandałach po kałuży. O zamszu nawet nie wspomnę, już dawno zapomniałam, że można mieć coś takiego na stopach. Moje buty są przeważnie z łatwo zmywalnej skóry licowej, na niewielkim obcasie, który absolutnie nie może być obleczony skórą (rysy na czarnym plastiku można zamalować choćby flamastrem, a uszkodzona skóra nadaje się tylko do wymiany). Zimą sprawdzają się buty na grubej, gumowej podeszwie. I najgrubsze czarne rajstopy, w których nie pójdzie żadne oczko - przynajmniej nie od razu, bo jak już pójdzie to przy takim kolorze to tylko druga para może mnie uratować. Latem noszę rajstopy najbardziej dopasowane do odcienia skóry  – prawie nie widać jeśli będą pozaciąganie.
     Lakier na moich paznokciach też trzyma się krócej niż bym chciała, ale odkąd stosuję taki prawie bezbarwny, mój problem stał się niewidoczny dla dalszego otoczenia. Włosy mam wystarczająco długie by spiąć w razie bad hair day, a gumki noszę w hurtowych ilościach – tak na wszelki wypadek. Używam minimalnej ilości kosmetyków, bo najpierw się maluję, a potem ubieram, więc wiadomo jakim bałaganem kolorystycznym może się to dla mnie skończyć.
     I tak dzień za dniem staram się doganiać te dziewczyny, którym nigdy nie brudzą się buty..