O mnie

Moje zdjęcie
Chcę żyć życiem uważnym, świadomym i radosnym. Nie zawsze się da, nie zawsze potrafię, nie zawsze się udaje. Ale nieustannie próbuję.

sobota, 2 kwietnia 2011

Wielka przestrzeń w małym M


Wyobraźmy sobie jeden poranek z życia Skrajnego Chomika:
Aby wyłączyć budzik, musi najpierw go znaleźć na swoim nocnym stoliku, między stosami starych i nowych gazet. Oblewa się przy tym herbatą, której trzy niedopite kubki schowały się pomiędzy starą i nową lampką nocną (stara nie świeci, ale jest piękna). Chomik człapie do łazienki. Zanim się na dobre obudzi, musi podjąć trudną decyzję, którego żelu pod prysznic użyć: nawilżającego, odświeżającego czy relaksującego? Wybór padł na relaksujący. Tylko gdzie on jest? Chomik przebiera w pokaźnym koszyku różnych kosmetyków. Jest wreszcie. Przeterminowany. Chomik odkłada żel do koszyka (później go wyrzuci) i wygrzebuje żel odżywczy (zupełnie zapomniał o jego istnieniu). Kabina prysznicowa ma całe oprzyrządowanie do masażu, ale kto by miał czas z tego korzystać... Po szybkim prysznicu czas na śniadanie, rozpoczynające się od poszukiwań serka wiejskiego w przepełnionej lodówce. Jego odkopanie wymaga wyjęcia połowy lodówkowych zapasów i coś z nich zaczyna wydzielać specyficzny zapach. Ale Chomik zajmie się tym później, podczas planowanego Wielkiego Przeglądu Lodówki. Miał się odbyć tydzień temu, ale ważniejsza okazała się wyprawa po nową komodę, gdyż w starej wypadło z przeciążenia dno kolejnej szuflady. Chomik próbuje się zdrowo odżywiać, więc wyciąga z lodówki także karton soku. Wie, że lepszy jest świeżo wyciskany, ale sokowirówka po dwóch użyciach wylądowała na najwyższej półce obok szybkowaru, którego stosowanie Chomik również szybko zarzucił.
Po śniadaniu Chomik zagląda do garderoby. Chce się ubrać w ołówkową spódnicę i ulubioną bluzkę w ciapki, ale przypomina sobie, że bluzka zbiegła się w praniu. Nadaje się tylko do wyrzucenia, ale wisi sobie spokojnie w oczekiwaniu na ten akt miłosierdzia, gdyż Chomik rozważa jeszcze możliwości jej naprawy. Wie, że ich nie ma, ale rozważa. Przecież bluzka tylko sobie wisi, jeść nie woła. Wprawdzie takich kompletnie zniszczonych ubrań jest więcej i utrudniają znalezienie tych dobrych, ale bez przesady, co to za problem spędzić te dziesięć minut więcej w garderobie. Chomik rozważa jeszcze założenie niebieskiej bluzki (teraz się nie nadaje, ale wystarczy do niej schudnąć pięć kilo), zielonej (nie pasuje do żadnej chomikowej spódnicy), granatowej (bardzo nietwarzowy odcień, odpada), w końcu jak zwykle wybiera białą. Bluzka jest, spódnica jest, jedyne całe rajstopy odnalezione – i już można iść na spotkanie w sprawie mieszkania. Dotychczasowe jest tak małe i ciasne, że nic w nim nie można zmieścić...

Czasami rzeczywiście jest tak, że nasz dom/mieszkanie są za małe w stosunku do naszych potrzeb i jedynym wyjściem jest znalezienie większego lokum. Bądźmy jednak szczerzy, często po prostu zagracamy naszą przestrzeń mnóstwem rzeczy, które nas nie cieszą i z których nie korzystamy.
Dlaczego warto powalczyć o wolną przestrzeń? Aby nie ponosić kosztów składowania, naprawy i przeprowadzki do większego mieszkania, ale przede wszystkim aby ułatwić sobie życie. Podobno pozbywając się starych rzeczy przygotowujemy miejsce na nowe wydarzenia w naszym życiu. Coś w tym jest. Rozpoczynanie zmian od sprzątania mieszkania, torebki, miejsca pracy wydaje mi się naturalną kolejnością, czymś oczywistym.
Mała ilość rzeczy zwykle przekłada się na to, że nie trwonimy czasu i energii na ich porządkowanie, pielęgnowanie czy też szeroko rozumiane myślenie o nich.
Skąd możemy wiedzieć, że coś się nie przyda? Osobiście polecam zasadę, że skoro się nie przydało przez ostatnie dwa lata, przez następne piętnaście są nikłe na to szanse.
Jak się pozbyć tego, co zbędne? Oddać, sprzedać, w ostateczności wyrzucić. Konsekwentnie wszystko po kolei przeglądać i rozdzielać na potrzebne i niepotrzebne, do końca, dopóki nie pozbędziemy się wszystkiego, co zagraca mieszkanie. W razie silnych wątpliwości zostawić daną rzecz jeszcze na rok (ale tylko w wyjątkowych przypadkach i maksymalnie na rok). Dopiero po przeprowadzeniu do końca całej akcji poczujemy tę wspaniałą lekkość bytu, poczucie przestrzeni i dobrze spełnionego obowiązku.
Co pomaga w skutecznym przeprowadzaniu wielkiego odgracania? Przede wszystkim branie pod uwagę przydatności przedmiotów, ale też naszego własnego stosunku do nich. Czasami jest tak, że coś, co jest samo w sobie piękne i użyteczne, budzi we mnie niechęć. Pozbywam się takich rzeczy. Zostawiam te najukochańsze i wyrzucam te, które kojarzą się ze złymi wydarzeniami lub których nie lubię, bo nie lubię. Pozbywam się rzeczy, których nie używam i nie będę albo które są zniszczone – chyba że jestem z nimi bardzo związana „uczuciowo”. Za nic nie wyrzucę mojej ulubionej fioletowej spódniczki, mimo że od lat się w nią nie mieszczę. Ale jest to jedna spódniczka, a nie cała szafa ubrań „na pamiątkę”.
W przeciwieństwie do porządku, bałagan odradza się samoczynnie i bez wysiłku z naszej strony. I historia się powtarza. Trzeba ciągle pilnować, by nie obrastać w niepotrzebne rzeczy i by te potrzebne były we właściwych miejscach. Jest to łatwiejsze, gdy mamy mało przedmiotów. O moich wyborach i ograniczaniu zakupowych zachcianek będzie w następnym wpisie.


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza